Natknąłem się
dzisiaj na świetny artykuł, w którym autor podejmuje problematykę
zamachów bombowych na Sri Lance. Podający się za eksperta autor
portalu WP.PL poddaje w wątpliwość ustalenia lankijskiego rządu,
że za zamachem stoją ugrupowania islamskie. Wyczytamy w owym
artykule podstawowe informacje o tym azjatyckim państwie:
„Sri Lanka jest
częstą sceną niepokojów na tle etnicznym i religijnym.
Zdecydowaną większość, ponad 70 proc., mieszkańców stanowią
Buddyści, z których wywodzą się bojówki co jakiś czas atakujące
przedstawicieli mniejszości, w tym chrześcijan (ok. 8 proc.
ludności kraju).”
Przeglądnąłem dane
encyklopedyczne i nie znalazłem rejestrów sugerujących, by na Sri
Lance dochodziło do jakichkolwiek incydentów na tle religijnym.
Oczywiście prócz tych, w których atakowani są sami stanowiący
większość buddyści. Takich zamachów dokonywali dekadę temu
Tamilskie Tygrysy, którzy buddyjskie świątynie utożsamiali z
rządem, czyniąc sobie z nich cel ataków. Nie był to jednak
konflikt religijny, lecz etniczny, w którym przybyli z Indii
Tamilowie walczyli o utworzenie niezależnego państwa na północy
Sri Lanki.
W dalszej części
artykułu dowiemy się znacznie więcej z eksperckiego tekstu:

„W 2009 r. zakończyła się długoletnia i niezwykle brutalna wojna domowa pomiędzy rządem zdominowanym przed buddystów a mniejszością Tamili wyznających hinduizm (ok. 12 proc. obywateli). Co prawda terroryści samobójcy już wcześniej atakowali na Bliskim Wschodzie, ale to Tamilowie na Sri Lance wymyślili pas z materiałami wybuchowymi i jako pierwsi wykorzystywali kobiety w roli samobójców. W dziesiątkach przeprowadzonych przez nich ataków zginęło ok. 1 tys. ludzi, w tym były premier Indii Radżiw Ghandi.”
Tutaj autor sugeruje,
że konflikt miał podłoże religijne, gdyż Tamilowie wyznają
hinduizm, a Syngalezi buddyzm. Tymczasem buddyzm na Sri Lance uznawany
jest jako część hinduizmu. Buddyjskie ceremonie pudża są niemal
takie same, jak w śiwaizmie, a w świątyniach obok
posągów Buddy stają statuy Wisznu, czy Brahmy. Buddyzm nie jest
tutaj tak wyodrębniony z hinduizmu, jak w innych buddyjskich
krajach, cały czas stanowiąc jego integralną część.
W dalszej części
autor nadmienia, że Tamilowie prowadzili działalność
terrorystyczną, dokonując między innymi bombowych zamachów
samobójczych, w których wykorzystywano nawet młode dziewczęta.
Gwoli uzupełnienia należy dodać, że aż 32 kraje na świecie
uznały Tamilskie Tygrysy jako organizację terrorystyczną. Na uwagę
zasługuje też fakt, że bardzo nieliczna grupa społeczna, jaką
byli tamilscy narodowcy, doprowadziła do tak wielkich rozmiarów
przelewu krwi. W trakcie działań terrorystycznych zginęło ponad
60 tysięcy Lankijczyków, natomiast autor wymienia jedynie 1 tysiąc
ofiar, które związane są z końcowym etapem konfliktu, w którym
rozprawiono się z ugrupowaniem terrorystycznym.
Nierzetelność autora
potrafi porazić osobę obeznaną w temacie. Mnie historia Sri Lanki
obca nie jest, choćby z tegoż względu, że tutaj mieszkam.
Zadziwiły mnie jednak ataki w kierunku buddyzmu. Sprawdzam więc
autora tekstu. Okazuje się, że Jarosław Kociszewski jest żydem,
który odebrał wykształcenie na Uniwersytecie w Tel-Awiwie. Zdobył
także dyplom na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. Manipulacja
materiałem w artykule jest typowa dla ortodoksyjnych poglądów
religijnych. Publikacjom przyklaskuje niemiecki wydawca, w którego
rękach jest portal Wirtualna Polska.
Ostatnio spotkałem się
z mnichem, który od wielu lat praktykuje pustelnictwo. Wyważony i
stonowany wybudza się, gdy temat rozmowy porusza kwestie żydowskie.
Z totalnym zaskoczeniem zauważam, że praktykujący buddysta potrafi
tak żywiołowo wyrażać antysemickie poglądy. Muszę przyznać, że
wiem skąd to stanowisko się bierze. Nie chodzi tutaj o judaizm,
tylko o pewne cechy osób z judaizmem związanych. Podobnie jest z
islamem. Religia nie jest winna zamachom terrorystycznym, za którymi
stoją konkretni ludzie. Chrześcijański Jezus także przecież był
zadeklarowanym żydem, który nawet wisząc na krzyżu, swojego
judaizmu się nie wyrzekł. W świątyni jerozolimskiej ukręciwszy
pejcz ze sznurów, rozpędzał wszak wcześniej nie respektujących
tego świętego miejsca współbraci w wierze.
Chciałbym zwrócić
uwagę, że moja wzmianka nie jest wymierzona przeciwko judaizmowi,
ani przeciwko wyznawcom tej wspaniałej i bogatej w tradycję
religii. Niemniej jednak należy skarcić autora, który w swoim
zaślepieniu doktrynalnym przekręca fakty, próbując skłócać ze
sobą ludzi. Za ataki na Sri Lance odpowiadają nie wyznawcy islamu,
nie buddyści, nie żydzi, nie hindusi, czy chrześcijanie, tylko
osoby podobne autorowi, które swoją religię wykorzystują w celach
destrukcyjnych, antagonizując społeczeństwo pod względem
wyznaniowym. Celem ataków w katolickich kościołach, jak i
publikacji w Wirtualnej Polsce jest wywołanie emocji prowadzących
do podziałów społecznych. Nie jest to najwyższy poziom dziennikarstwa, które powinno pozostawać możliwie najwierniejsze faktom.
Chroń nas Zaratustro przed takim
wykorzystywaniem wiary!

No comments:
Post a Comment